słowiańskie dusze
Bóg przodków naszych
„W imieniu Słowiańskiego Ludu Bożego, co Bogów swoich wyznaje, chcielibyśmy zaprosić Was na Święto Dziadów, które odbędzie się na Górze Świętej, od wieków pod Opolem Chełmską nazwanej”...
Intrygujący list tej treści dotarł do redakcji „FiM”, tedy pojechaliśmy.
3 listopada, Góra Świętej Anny i prasłowiańskie wzniesienie Chełmsko. Przenikliwy ziąb, śnieg, mrok, cisza. Z cienia, bez najmniejszego szmeru, wynurzają się postacie przypominające zjawy. Kobiety i mężczyźni. Idą wolno, przyodziani w powłóczyste szaty. Niektórzy trzymają w rękach pochodnie, inni – wielkie drewniane kostury.
Oto odwieczny rytuał „dziadów” – pogańska ceremonia hołdu składanego przodkom. Zaczyna się magia...
„Naprzód wy z lekkimi duchy,
Coście śród tego padołu
Ciemnoty i zawieruchy,
Nędzy, płaczu i mozołu
Zabłysnęli i spłonęli
Jako ta garstka kądzieli.
Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy (...)
Mówcie, komu czego braknie,
Kto z was pragnie,
kto z was łaknie (...)”.
Tu też – jak w Mickiewiczowskich „Dziadach” – jest guślarz, a raczej mistrz, druid, przewodnik, łącznik pomiędzy prastarym światem przedchrześcijańskich Słowian. On to wznosi w górę ręce i przejmującym głosem rozrywa ciszę: – Swarożycu, boże nasz i naszych przodków, przybywaj! Przyjdźcie i inni bogowie, bywaj Trygłowie i Światowidzie!
Znów cisza, przerywana od czasu do czasu głośnymi niczym wystrzały trzaskami iskier dobywających się ze smolnych szczap...
„Słowiańska Wiara to Ziemia,
to Matka,
To prochy Przodków
Słowiańska Wiara to Woda i Krew
To nasze Dziedzictwo.
Słowiańska Wiara to Ogień, to Siła,
To duszy Oczyszczenie
Słowiańska Wiara to Wiatr, to Pamięć,
To wieczny Czas.
Słowiańska Wiara
to Cześć Bogom oddana,
To Trzeba, to Sława.
Słowiańska Wiara
to Plon z Płodnej Ziemi
To Cykl, to Obrzęd.
Słowiańska Wiara
to Ostatnie Tchnienie Przodków,
To pierwsze Potomstwa Słowa.
Słowiańska Wiara
to Dąb i Lipa splecione razem,
To Rodzina, to Związek”.
Oto credo, oto wyznanie wiary zgromadzonych na Chełmsku czcicieli zapomnianych i „wzgardzonych” przez naród bóstw. Dla ich wrogów – dowód na faszystowskie korzenie organizacji i obrzędu.
– Bzdura! My, wskrzesiciele pogańskich bytów, nie mamy nic wspólnego z czymkolwiek, co miałoby jakieś faszystowskie pierwiastki. Inna sprawa, że w kraju, gdzie jakakolwiek odmienność religijna jest potępiana i niszczona, o podobne oskarżenia nietrudno – mówi Piotr Wojnar – nieformalny przywódca Prasłowian.
Czy w takim razie ci młodzi, starannie wykształceni ludzie, na co dzień nierzadko menedżerowie poważnych firm, przyjechali tu ze Szczecina, Wrocławia, Warszawy, Poznania i wielu innych miast, aby „bawić się w Indian”? Nie! Dla nich religia sprzed tysiąca i więcej lat jest autentyczna i żywa, a panteon bóstw – rozpoznawalny i swojski.
– Czy to może jedynie kontestacja, protest przeciwko istniejącej rzeczywistości, przeciw nie swojej, a narzuconej religii? – pytamy.
– Nic podobnego. Nasi bogowie w niczym nie są gorsi od innych – tych importowanych, obcych. Ich siła polega właśnie na tym, że są swojscy, ludyczni, że są nasi i stąd. To nie jest zabawa. Ktoś, kto składa hołd Swarożycowi, nie może następnego dnia pójść do chrześcijańskiej świątyni i bić czołem przed odmiennym absolutem. Światowid jest tak samo żywy i prawdziwy dla nas, jak np. Budda dla buddystów – mówi Przemysław Mrugacz – jeden u uczestników magicznej ceremonii.
A ta trwa dalej. W centrum wielkiego kręgu, wyznaczonego przez migocące błędne światełka i symbolizującego pradawne megality, w górę strzela wielkie ognisko.
– Chwała ojcom naszym! Chwała przodkom naszym! Chwała dziadom! – powtarzają jak mantrę uczestnicy obrzędu. Wzywani są kolejni prasłowiańscy bogowie o imionach od wieków zapomnianych. Tak zostają przywracani do życia wśród swego ludu. Zmartwychwstają! Bo bóstwa, choć z natury nieśmiertelne, też umierają. W ludzkiej pamięci. A żyją dotąd, dopóki ta pamięć trwa.
Chyba pradawny panteon nie pozostał głuchy na zaklęcia, bo nagle wszystkich owiewa podmuch ciepłego wiatru. Przenikliwe dotąd zimno ustępuje. Temperatura rośnie o kilka stopni, śnieg topnieje w oczach. W zgrabiałe palce wraca czucie.
Wielki, bawoli róg służy teraz za puchar, a jego zawartość to jak słowiańska hostia. Każdy z obecnych pije kilka łyków miodu i wypowiada zaklęcie. Na przykład: „Chwała tym, co byli tu przed nami”. Pozostali chórem odpowiadają „chwała!”. Jak „amen”. Część miodu podsyca płonący ogień. To ofiara. Rześkie powietrze roznosi słodki, korzenny zapach.
„Powstaliśmy, bo nasi
przodkowie tego pragnęli.
Trwać będzie nasze rodło,
zadruga i naród
Dopóki palą się znicze na grobach,
Dopóki pamięć
o przodkach nie zgaśnie.
Składamy obiatę na kurhanach,
pod dębami
I w kamiennych kręgach.
Nam zapominać nie wolno!”.
Rzeczywiście, nie wolno zapominać. A komuś, kto takie kultywowanie tradycji i taką wiarę zbywa pogardliwym machnięciem ręki, spieszymy przypomnieć: wszyscy bogowie BYLI nieśmiertelni. Ale niektórych pokonali ludzie.
MAREK SZENBORN
RYSZARD PORADOWSKI