Słowiańscy bogowie wracają


Rozmowa z Piotrem Wojnarem – szefem Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego „Słowiańska Wiara”

– Skąd się bierze renesans słowiańskich bogów?
– W tym przypadku sięganie do korzeni ma głęboki sens, bo słowiańscy bogowie byli bliscy naszym przodkom, znajdowali się niemal na wyciągnięcie ręki. Tacy bogowie jak np. Weles czy Świętowit troszczyli się o wyżywienie wspólnoty, o jej przetrwanie.
– Tych bogów było bardzo dużo...
– Każdy gród, każde plemię miało swojego boga, zapewne dlatego byli tolerancyjni. Na czele tego słowiańskiego panteonu można z pewnością umieścić gromowładnego Peruna, występującego także pod imieniem Świętowita czy Jarowita. Na Rusi czczono Welesa, suwerennego boga magii, przysięgi i zaświatów. Były też bóstwa słoneczne i ogniowe, jak choćby Swaróg, Swarożyc czy Dadźborg. Chors był bogiem księżyca, a Strzybóg – wiatru.
– Słowianom dobrze było z tymi bogami?
– Zapewne tak. Ale wszystko zmieniło się nie z pojawieniem się Jezusa, którego Słowianie traktowali jak kolejnego boga, ale wraz z podatkami, ciemiężeniem i przymusem, głównie ze strony kleru. Ludzie pytali: po co bogu złoto, po co potężne świątynie?
– Ten nowy bóg nie był dla nich ani zrozumiały, ani bliski...
– Spersonifikowani bogowie Słowian byli bardzo przydatni. Na przykład uderzenie pioruna zwiastowało wiosnę i ocieplenie, a więc przypominało o porze siania. To nie była religia objawiona, a bardzo praktyczna. Nowy bóg chrześcijański był niedostępny i niezrozumiały.
– Mimo istnienia wielu potężnych bogów i wypracowania swoistej demokracji oraz kanonów życia religia Słowian musiała ustąpić chrześcijańskiej...
– Słowianie rzeczywiście dopracowali się demokracji plemiennej i kanonów moralnych, które surowo piętnowały np. kłamstwo czy złe postępowanie. Jeśli toczyli bezustanne wojny, to nie na tle religijnym, tylko ekonomicznym.
– A jednak nie udało im się stworzyć własnego pisma...
– ...bo go nie potrzebowali...
– Dla wielu cywilizacji własne pismo było powodem do chluby, bo świadczyło o wyższym stopniu rozwoju. Za to do dziś przetrwało
wiele słowiańskich zwyczajów, które mimo woli nawet Kościół zaakceptował...
– Choćby sypanie ziemi na trumnę, solenie chleba (sól odpędzała niegdyś złe duchy), darzenie wielką czcią podkowy (rzekomo przynosi szczęście, a ma związek z cenieniem metalu), obchodzenie Zielonych Świątek i przynoszenie zielonych gałązek do domu. Do dziś w naszych wierzeniach obecne jest także inne pogańskie święto – topienie Marzanny.
– W XII wieku zanikły zorganizowane formy religii słowiańskiej – dlaczego tak się stało?
– Zastanawiam się nad tym od dawna, bo nie przekonują mnie powszechnie znane na ten temat opinie. Z pewnością władza książęca czy królewska, która przyjęła chrześcijaństwo, odchodziła powoli od pogaństwa, ale z pewnością musiało być coś atrakcyjnego w Kościele rzymskokatolickim. Być może w człowieku istnieje potrzeba zmian, a może motorem wszystkiego był strach.
– Strach przez tysiąclecia trzymał w ryzach także mieszkańców starożytnego Egiptu czy Grecji...
– Niewątpliwie strach był jednym z elementów nowej religii, która pojawiła się na ziemiach polskich, był on także pomocny w organizowaniu i umacnianiu nowego państwa.
– Kiedy zaczęła się odradzać świadomość słowiańska?
– W XIX wieku, gdy Niemcy starali się przekonywać do swojej germańskości, a my mogliśmy przeciwstawić jej właśnie słowiańskość.
W tamtym okresie sięganie do tak odległych korzeni stanowiło formę obrony i działania dla pokrzepienia serc, jak to się wówczas mówiło.
– Dziś zapewne istnieją zupełnie inne przesłanki wracania do tamtych czasów i ożywiania słowiańskich bogów...
– Zasadniczym powodem jest to, że sięgamy do czegoś, co jest nasze, co mimo upływu wieków tkwi wciąż w świadomości wielu Polaków.
– Jak to się zaczęło w przypadku waszego związku?
– Istniejemy od 2004 roku, a więc od niedawna. Koncentrujemy się na poznawaniu życia i wierzeń Słowian, ale chodzi nam też o kultywowanie obrzędów i ceremoniału, a także naśladownictwo naszych przodków, jeśli idzie o ubiór czy ozdoby.
– Czym zajmuje się wasz związek? Czy dysponujecie jakimś kodeksem postępowania?
– Nie interesuje nas polityka, dlatego na jej temat w żaden sposób się nie wypowiadamy. Stanowimy rodzaj wspólnoty, spotykamy się co jakiś czas i kierujemy się zasadami wypracowanymi przez Słowian, skupiając się przede wszystkim na religii i tradycji. Jeśli ktoś naruszy nasz kodeks i nadużyje zaufania, usuwamy go z naszej wspólnoty. Staramy się też naśladować naszych przodków. Dlatego są u nas tradycyjne postrzyżyny i obchodzimy cztery doroczne święta: święto wiosny, święto kupały (23–24 czerwca, więcej na ten temat czytaj: www.slowianskawiara.pl, święto plonów (we wrześniu) i szczodre gody (22 grudnia) z przesileniem zimowym i życzeniem sobie przetrwania najtrudniejszego okresu do nowego roku. Planujemy wzniesienie własnej świątyni pod Opolem, w której znajdą się m.in. słowiańskie posągi bogów i różnorodne symbole, zbieramy też podpisy niezbędne do legalizacji naszego związku wyznaniowego.
– Takich ruchów jak wasz jest dziś w Polsce znacznie więcej; ostatnio za sprawą ekscesów na Górze św. Anny głośno było o „Zadrudze”...
– Wyznawców religii słowiańskiej, skupionych w kilku grupach, jest dziś w Polsce około 2 tysięcy. My jesteśmy apolityczni i nie mamy nic wspólnego z ruchami faszyzującymi. Całą zadymę robi Narodowe Odrodzenie Polski, do którego przyłączyła się „Zadruga”.
– Jak was traktują ludzie?
– Różnie, w dużych miastach witają nas z otwartymi rękoma.
– A Kościół?
– W kościołach katolickich do dziś istnieją liczne relikty dawnych wierzeń, nie brak śladów dawnych Słowian, np. w kruszwickiej świątyni przetrwał znak solarny „Swiaszczyca”. Będziemy chcieli odzyskać wszystkie te przedmioty kultowe prasłowian, by nie były hańbione.
– W czym w Pana życiu przejawia się powrót do wiary przodków?
– Jestem typowym Słowianinem. Zafascynowałem się dziejami i religią przodków już dawno, na etapie komiksów. Z czasem moja nowa wiara stała się formą oporu przeciwko Kościołowi rzymskokatolickiemu. Jestem teraz coraz bardziej przekonany, że ta wiara warta jest ocalenia. Oprócz kultywowania starych obrzędów, słowiańskie zwyczaje wkraczają coraz szerzej w moje życie. Mój pierwszy syn nosi imiona Wojciech Piotr, drugi – Bartosz Mieczysław.
– Czy katolik może działać w waszym związku?
– Nikogo nie wygonimy – wszak wszyscy wywodzimy się z katolicyzmu. Nawet papież mógłby do nas przyjechać, gdyby, oczywiście, zechciał.
– Zdradził pan niezwykłe plany „Słowiańskiej Wiary” związane z jednym z największych władców Polski – Bolesławem Śmiałym…
– ...zwanym też Szczodrobliwym, którego zwłoki do dziś spoczywają na obczyźnie. Chcemy doprowadzić do sprowadzenia do Polski na nasz koszt szczątków tego Piastowicza – potępianego przez polskich katolików – i godnego pochowania ich. Bolesław Śmiały wsławił się wielką odwagą i wzmocnieniem ówczesnej Polski, a także walką o ograniczenie władzy możnowładztwa i kleru. Właśnie na skutek niezadowolenia poddanych po zabiciu biskupa krakowskiego Stanisława Bolesław Śmiały uszedł z synem na Węgry, gdzie zmarł w zapomnieniu w 1082 roku. Według późnośredniowiecznych przekazów, grób tego króla pokutnika znajduje się w klasztorze w Ossiach w Austrii.

Rozmawiali:
RYSZARD PORADOWSKI
MAREK SZENBORN

Piotr Wojnar – rocznik 1973, ekonomista, absolwent Politechniki Opolskiej, szef Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego „Słowiańska Wiara”, prowadzi działalność gospodarczą, ma żonę i dwoje dzieci.